Strona główna arrow Recenzje arrow Inne - Starlight Air Services - relacja
Inne - Starlight Air Services - relacja Drukuj Wyślij znajomemu
Redaktor: konraf   
15.04.2007.

Brakujące ogniwo

Niemal każdy po kilku setkach czy nawet tysiącach godzin za sterami wirtualnych samolotów zadaje sobie pytania: czy poradziłbym sobie za sterami prawdziwego samolotu oraz jak bardzo nasza symulacja różni się od rzeczywistości?

Przewijają się one wielokrotnie na forach dyskusyjnych i chyba nie ma na nie jednej odpowiedzi. Zatem nie ma innego wyjścia jak to sprawdzić. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Przecież nikt nie da samolotu komuś kto nie ma odpowiednich uprawnień i stanowiłby zagrożenie w powietrzu (albo jeszcze na ziemi) nie tylko dla siebie ale i innych. Samoloty na wodę jeszcze latać nie chcą, więc kwestia finansowa, nawet dla posiadających licencję, jest nieraz zaporowa. Co zatem w takiej sytuacji? Odpowiedź jest prosta: symulator.
Symulator nie zabije delikwenta i nie zmieni się w dymiącą stertę złomu przy nawet najbardziej karkołomnych manewrach. No i nie trzeba lać paliwa ;)
No dobrze ale z symulacją mamy do czynienia w naszej zabawie na co dzień. Więc mamy siedzieć w domu i bawić się dalej myszką i klawiaturą? A mieliśmy posmakować prawdziwego lotnictwa…

No właśnie, prawdziwego. Nie od dziś wiadomo, że także prawdziwi piloci szkolą się na symulatorach. Kabiny na siłownikach wiernie odwzorowujące Boeinga 737 warte wiele milionów $ widział chyba każdy i nieraz marzył aby czymś takim polatać. Ale są i prostsze symulatory, bez ruchomych platform, doskonale sprawdzające się w szkoleniu.

Dzięki uprzejmości firmy Starlight Air Services mieszczącej się w Warszawie na lotnisku w Bemowie, zajmującej się między innymi szkoleniem pilotów, mogliśmy zapoznać się z ich najnowszym nabytkiem.

Symulator FNPT II firmy Elite, bo o nim mowa, wykorzystywany jest do szkolenia pilotów w lotach IFR oraz do szkolenia na maszynach wielosilnikowych. Wiernie odwzorowuje kabinę samolotu Piper Seneca III. Mamy więc wszystkie podstawowe przyrządy pilotażowe i nawigacyjne, zestaw radiowy, wyłączniki systemów, przepustnicę, pedały, wolant, a nawet panel bezpieczników. Pozwala to ćwiczyć szeroki zakres sytuacji z jakimi możemy się spotkać w samolocie. Zaskoczeniem było dla mnie to, że sama kabina posiada tylko jeden fotel pilota ale miejsca jest sporo, więc instruktor ma możliwość kontrolowania i poprawiania błędów ucznia. Obudowa kabiny skutecznie odcina nas od otoczenia, a trzy duże ekrany odpowiedzialne są za odwzorowanie widoku za oknami. Całość, nawet wyłączona, robi naprawdę spore wrażenie, ale najciekawsza część dopiero przed nami.

Po krótkiej chwili symulator został uruchomiony i mogłem zasiąść za sterami „prawdziwego” Pipera Seneca stojącego na pasie 33 w Warszawie. Pierwsze wrażenie? Średnio. Jeśli ktoś przyzwyczaił się do FS-a z całą masą upiększających dodatków będzie przez chwilę rozczarowany. Samo odwzorowanie terenu nie jest rewelacyjne, elementów scenerii ani tektur praktycznie nie ma. Za to sam pas rewelacja. Wrażenie potęguje szerokie pole widzenia (około 140 stopni). Po odpaleniu silników gaz do dechy i… lecę.

Momentalnie zapomina się o niedoskonałościach obrazu. Symulator wyposażony jest w układy wykonawcze symulujące siły na sterach jakie powstają w czasie lotu. Teraz już wiem po co w samolocie jest trymer ;) Szerokie pole widzenia jest tak sugestywne, że szybko zapomina się, że wciąż jesteśmy na ziemi.
Z powietrza pasy startowe i ich oświetlenie wyglądają jeszcze lepiej niż z ziemi. Coś niesamowitego. Szkoda że w FS-ie tego nie ma ;( Szybki nawrót i delektując się widokiem oświetlonych pasów Okęcia próbuję wylądować. Niestety, nie ma lekko.
Dużym utrudnieniem jest dla mnie fakt, że prawie nie znam samolotu. Prędkości podejścia na klapach zupełnie inne niż w 737, na dodatek dochodzą problemy ze skokiem śmigła. Na szczęście instruktor jest blisko i pomaga w trudnych sytuacjach. Oj, nie przygotowałem się do tego lotu. Trzeba było poćwiczyć parę godzin w domu, nawet na defaultowym Baronie... Oczywiście cały lot odbywa się bez pomocy autopilota, więc mimo, że w pomieszczeniu było raczej chłodno, mnie jest już gorąco. Oczywiście podejście nieudane - podchodziłem zdecydowanie za szybko więc idę na drugi krąg.

Kilka minut później po oswojeniu się z maszyną pogoda zaczyna się „psuć” i przechodzę do lotu IFR, do którego stworzony jest ten symulator. To sprawka instruktora siedzącego za mną i bacznie śledzącego moje niewprawne poczynania.

Muszę przyznać, że odwzorowanie zjawisk związanych z widocznością jest niesamowite. Mgła faktycznie wygląda jak mgła, ograniczenie widoczności jest niezwykle realistyczne. Nawet trudno to opisać, trzeba zobaczyć. Same chmury nie dorównują naszym pięknym dodatkom pokroju Active Sky, ale doskonale spełniają swoją rolę w ograniczaniu widoczności.
Przebijanie się samolotem przez warstwy chmur widać doskonale. Wykonuję dolot w kierunku LIN, coś „prawie” jak zakręt proceduralny, przechwycenie ILS-a i podchodzę na pas 33.
Tym razem jest nieco lepiej. Po kilku cennych radach instruktora odpowiednio konfiguruję samolot do lądowania i kontynuuje podejście przy kiepskiej widzialności. Wszędzie dookoła szarość, tylko w oddali zaczynają się wyłaniać światła podejścia. Ostatnie poprawki i udało się.
Nie rozbiłem samolotu, nawet nie walnąłem za mocno. Pierwszy prawie samodzielny lot zaliczony. Uff, było gorąco.

Muszę przyznać, że nie spodziewałem się takich wrażeń. Przecież to „tylko” symulator. W międzyczasie dostaje pamiątkowy wydruk z trasą lotu, a moje miejsce w kabinie zajmuje kolega, Jacek. Mam chwilkę na zrobienie paru zdjęć i rozmowę z właścicielami firmy.
Symulator posiada wszelkie niezbędne certyfikaty i dopuszczenie ULC-u do szkolenia pilotów. Właśnie jednym z wymogów dopuszczenia było wyposażenie symulatora w układ odwzorowania sił na wolancie. Szkolący się piloci mają możliwość przećwiczenia sytuacji awaryjnych zanim wsiądą do prawdziwego samolotu. Jest możliwość zasymulowania awarii silnika i lądowania na jednym, czy np. awarii zasilania (w czasie mojego lotu wysiadł jeden zestaw radiowy, ale na szczęście to tylko bezpiecznik). Godziny wylatane w symulatorze zalicza się do programu szkolenia, co pozwala zaoszczędzić na kosztach paliwa. Oczywiście na samym symulatorze wyszkolić się nie da, więc po kilku godzinach pilot przechodzi do prawdziwego samolotu i kontynuuje program szkolenia już w powietrzu.

W międzyczasie Jacek zakończył swój lot. Chociaż ma w domu własny symulator Boeinga 737 również jest pod dużym wrażeniem tego co zobaczył. Podobnie jak na mnie wrażenie zrobił na nim widok pasów i oświetlenia, oraz zjawisk związanych z ograniczeniem widoczności. To wszystko, w połączeniu z szerokim polem widzenia, daje naprawdę fantastyczne wrażenie lotu.

Gdyby ktoś miał ochotę się o tym przekonać osobiście, firma Starlight przygotowała dla środowiska wirtualnych pilotów specjalną ofertę. Ponieważ symulator na co dzień jest wykorzystywany do szkoleń pilotów, pod pewnymi warunkami możliwe jest umówienie się na loty. Starlight zaproponował na hasło VATSIM zniżkę do kwoty cenę 150 zł/h.

Zastosowanie tej ceny jest jednak możliwe na następujących zasadach:

1. zgłoszenie chęci „polatania” minimum z tygodniowym wyprzedzeniem w postaci proponowanego terminu,
2. w ciągu jednego dnia od zgłoszenia Starlight potwierdzi możliwość „lotu” w zaproponowanym terminie lub przedstawi alternatywny termin.
Oczywiście w każdym innym terminie nie spełniającym wyżej przedstawionych warunków możliwe będą „loty” po standardowej cenie 250 zł/h.

Wydaje mi się że przedstawiona oferta jest ciekawa i każdy zainteresowany tym jak się lata „naprawdę” będzie mógł spróbować swoich sił.
Symulator daje też możliwość doskonalenia swoich umiejętności nawigacyjnych oraz zapoznania się z działaniem przyrządów nawigacyjnych. Proponuję jednak poćwiczyć wcześniej w FS-ie latanie jakimś dwusilnikowym samolotem, nawet defaultowym Baronem. Oczywiście latanie bez autopilota. Proponuję też przypomnieć sobie podstawowe zasady używania przyrządów nawigacyjnych i poćwiczyć latanie IFR z wykorzystaniem VOR-ów. Po takim treningu, dużo łatwiej będzie zasiąść za sterami Piperka i delektować się tym czego w naszej symulacji brakuje.

A gdzie odpowiedź na postawione na początku pytanie? Czy poradziłbym sobie za sterami prawdziwego samolotu? Trudno powiedzieć. Na pewno jeszcze wiele trzeba się nauczyć. Ale dzięki profesjonalnym symulatorom ostatni krok na pewno jest łatwiejszy. Nie trzeba przeskakiwać przepaści między szkoleniem teoretycznym a lataniem prawdziwą maszyną. Symulator jest naturalnym uzupełnieniem i brakującym ogniwem miedzy teoria a praktyką. Może kiedyś uda się zrobić ten ostatni krok.

Z tego adresu pobrać można krótki film (ok, 66 MB) z wizyty w firmie Starlight.

Na zakończenie chciałbym serdecznie podziękować Panom Marcinowi Słomskiemu i Wojciechowi Słomskiemu z firmy Starlight Air Services za zaproszenie.

Zgłoszenia na loty w symulatorze można dokonywać:

Starlight Air Services
ul. Księżycowa 3
01-934 Warszawa
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
(022) 835 36 69
 

Autor tekstu: Marek "Alfsky" Barciewicz

15.04.2007

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Copyright@2000-2017 konraf & RedScorpion. Wszelkie prawa zastrzeżone.