Latanie w FS - a realne latanie.
Moderator: PZL Belfegor
-
PK
Czasy przelotów wg rozkładów dla pasażerów sa istotnie dłuższe niż faktyczne czasy lotów block-to-block. Rozkład jest umową w sensie prawnym i dlatego linie zabezpieczają się przed zażaleniami z tytułu typowych spóźnień. Warszawa-Monachium b-t-b trwa góra 1:30 o ile stoi sie w kolejce do pasa i 1:10 jeśli nie ma problemów, a wg rozkładu to jest 1:40.
Piotr
Piotr
No dobrze, mówimy tu o różnicach góra 20min. Jak lądowałem w KRW to dosłownie w minucie rozkładowego lądowania siadaliśmy na pasie, innym razem kołowaliśmy, więc niech ktoś z Was spróbuje lecieć 738 KRW-LND i sami zobaczycie, no bo to raczej nie są moje anomalia że robię taką, ale też pełno innych tras w wiele krótszym czasie.PK pisze:Warszawa-Monachium b-t-b trwa góra 1:30 o ile stoi sie w kolejce do pasa i 1:10 jeśli nie ma problemów, a wg rozkładu to jest 1:40.
Dla kolegi wyjaśniam tajemnicze, zupełnie niemożliwe do rozwiązania zagadki-rebusy. Za tajemniczym skrótem KRW stoi nazwa mojego miasta Kraków (piękne miastotidit pisze:Przepraszam, ale nie kumam. Co to za lotniska:KRW (to chyba NDB?), LND?
Ostatnio zmieniony czw 01 sty, 1970 01:00 przez kubahh, łącznie zmieniany 2 razy.
Kuba
http://www.airlinecodes.co.uk/aptcoderes.aspDla kolegi wyjaśniam tajemnicze, zupełnie niemożliwe do rozwiązania zagadki-rebusy. Za tajemniczym skrótem KRW stoi nazwa mojego miasta Kraków (piękne miasto ), za skrótem LND stoi nazwa miasta Londyn, w którym aktualnie mieszkam, choć jest już mniej piękne.
Real a Vatsim - moje doświadczenia
Witam.
Tydzień temu miałem okazję odbyć ze znajomym lot do Danii i z powrotem samolotem Cirrus. Znajomy wie, że latam w Vatsimie i że mam 'jako takie' ogólne pojęcie o co w tym wszystkim chodzi. W drodze powrotnej, po wejsciu na pułap przelotowy, gość wyłączył autopilota i, po prostu powiedział 'twoje stery'.... co miałem robić? Przejąłem stery i leciałem samodzielnie !!!!!
Pierwsze róznica jakz zauważyłem, to fakt, że w realu znacznie bardziej pocą się dłonie :-)
Moim skromnym zdaniem komunikacja radiowa (którą też musiałem prowadzić) w 99% odpowiada Vatsimowi, nie ma tylko UNICOM'u. Prawdziwi piloci równie często mylą się, proszą o powtórzenie polecenia, lub ich readback jest niewłaściwy, naprawdę byłem w szoku, jak bardzo udało się oddać realia komunikacji lotniczej w Vatsimie. Co do samego latania, to udawało mi się utrzymać kurs -/+5st i wysokość -/+ 200ft, dopiero przy schodzeniu na 3000ft, jak wleciałem w chmury i zaczęło dość mocno rzucać, to odpadłem ponad 30st od kursu i zamiast zniżania 500ft/min zrobiło się ponad 2000ft/min. Kolega się wystraszył ale udało mi się wrócić do wymaganych parametrów lotu. Kontroler w Poznaniu pozwolił mi na zejście na 1500ft w okolicach domu mojej Mamy (Potem dzwoniłem do niej i pytałem czy słyszała samolot 15 min. wcześniej ;-) ) Podejscie do lądowania zrobiłem sam, natomiast przy samym lądowaniu czułem na drążku dość wyraźną pomoc kolegi ;-). Usiedliśmy i zdałem sobie sprawę, że własnie miałem przygodę mojego życia.
Aha, jak tylko bedę miał wolne 25tyś to robię licencję.
Pozdrawiam
Tomek
Tydzień temu miałem okazję odbyć ze znajomym lot do Danii i z powrotem samolotem Cirrus. Znajomy wie, że latam w Vatsimie i że mam 'jako takie' ogólne pojęcie o co w tym wszystkim chodzi. W drodze powrotnej, po wejsciu na pułap przelotowy, gość wyłączył autopilota i, po prostu powiedział 'twoje stery'.... co miałem robić? Przejąłem stery i leciałem samodzielnie !!!!!
Pierwsze róznica jakz zauważyłem, to fakt, że w realu znacznie bardziej pocą się dłonie :-)
Moim skromnym zdaniem komunikacja radiowa (którą też musiałem prowadzić) w 99% odpowiada Vatsimowi, nie ma tylko UNICOM'u. Prawdziwi piloci równie często mylą się, proszą o powtórzenie polecenia, lub ich readback jest niewłaściwy, naprawdę byłem w szoku, jak bardzo udało się oddać realia komunikacji lotniczej w Vatsimie. Co do samego latania, to udawało mi się utrzymać kurs -/+5st i wysokość -/+ 200ft, dopiero przy schodzeniu na 3000ft, jak wleciałem w chmury i zaczęło dość mocno rzucać, to odpadłem ponad 30st od kursu i zamiast zniżania 500ft/min zrobiło się ponad 2000ft/min. Kolega się wystraszył ale udało mi się wrócić do wymaganych parametrów lotu. Kontroler w Poznaniu pozwolił mi na zejście na 1500ft w okolicach domu mojej Mamy (Potem dzwoniłem do niej i pytałem czy słyszała samolot 15 min. wcześniej ;-) ) Podejscie do lądowania zrobiłem sam, natomiast przy samym lądowaniu czułem na drążku dość wyraźną pomoc kolegi ;-). Usiedliśmy i zdałem sobie sprawę, że własnie miałem przygodę mojego życia.
Aha, jak tylko bedę miał wolne 25tyś to robię licencję.
Pozdrawiam
Tomek
-
TytusPZL
- Turboprop Captain

- Posty: 242
- Rejestracja: pn 06 kwie, 2009 14:48
- Skąd jesteś: Tarnów, D. T.
Kiedyś w Galileo pokazywali eksperyment: Czy ktoś bez licencji pilota, niebędący na kursie pilotażu da radę posadzić mały samolot ( to był jakiś mały dolnopłacik 4-miejscowy) w razie "wystąpienia zawału serca u pilota". Paralotniarz, pilot RC (modeli latających) czy pilot VATSIM. Znaleźli takich 3 gości, wsadzili w samolot z instruktorem i po osiągnięciu 2000m instruktor oznajmił, że "wyobrax sobie, że zemdlałam (babka była instruktorem) lub dostałam zawału. Masz wylądować" Wieża pomagała oczywiście wektorując gostka, to było małe aeroklubowe lotnisko z pasem betonowym.
Paralotniarz nie dał rady, bo nie ogarniał sterów i instruktorka szybko z powrotem przejęła stery.
Modelarz miał kłopoty, bo on używa małego joy'a i ma inną perspektywę gdy lata modelami, ale przynajmniej miał pojęcie. Ale też instruktorka musiała mu odebrać stery.
Najdłużej "trzymał się" pilot VATSIM. Na końcu tylko na ostatniej prostej tuż przed przyziemieniem lekko nim zachwiało i instruktorka "dotknęła" sterów, aby nie nadwyrężył podwozia, ale stwierdziła, że było całkiem dobrze, choć pewnie by był "Kangur".
Oczywiście pogoda ładna, wiaterek bardzo słaby.
Wnioski zostawiam wam. Może ktoś lepiej pamięta program, o którym mówię i dorzuci swoją opinię?
Paralotniarz nie dał rady, bo nie ogarniał sterów i instruktorka szybko z powrotem przejęła stery.
Modelarz miał kłopoty, bo on używa małego joy'a i ma inną perspektywę gdy lata modelami, ale przynajmniej miał pojęcie. Ale też instruktorka musiała mu odebrać stery.
Najdłużej "trzymał się" pilot VATSIM. Na końcu tylko na ostatniej prostej tuż przed przyziemieniem lekko nim zachwiało i instruktorka "dotknęła" sterów, aby nie nadwyrężył podwozia, ale stwierdziła, że było całkiem dobrze, choć pewnie by był "Kangur".
Oczywiście pogoda ładna, wiaterek bardzo słaby.
Wnioski zostawiam wam. Może ktoś lepiej pamięta program, o którym mówię i dorzuci swoją opinię?
Raczej bym z dystansem patrzyl na tego typu eksperymenty. Zdecydowanie jednak paralotniaz ma lepiej wycwiczona percepcje w kontekscie oceny wysokosci waznej podczas przyziemienia niz ktos kto laduje na 21 calowym monitorze. Mozna zrobic dluga liste rzeczy w ktorych przyswojeniu pomaga vatsim i symulator, ale akurat ladowanie nie jest jedna z nich 
Ja mogę dodać od siebie że gdy po 2 letnim virtualnym lataniu na FSX przesiadłem się na prawdziwe realne latanie nie miałem większych problemów z aklimatyzacją czy też terminologią lotniczą. Co prawda nie mówię o lataniu liniowym ale ultralekkie maszyny pilotowałem od samego początku... Aż sam instruktor był zdziwiony ile wiedzy i umiejętności można zdobyć po przez latanie na FSX...
Dlatego TAK. Śmiało można uznać latanie na FSX za przydatne w drodze kształcenia i zdobywania podstawowej wiedzy lotniczej
Dlatego TAK. Śmiało można uznać latanie na FSX za przydatne w drodze kształcenia i zdobywania podstawowej wiedzy lotniczej
Osobiście znam przypadek gdy TU-134 wylądowała pasażerka, całkowita neofitka, oczywiście pod czujnym baczeniem pilotów, nie demonizujmy latania.Eddie pisze:Raczej bym z dystansem patrzyl na tego typu eksperymenty. Zdecydowanie jednak paralotniaz ma lepiej wycwiczona percepcje w kontekscie oceny wysokosci waznej podczas przyziemienia niz ktos kto laduje na 21 calowym monitorze. Mozna zrobic dluga liste rzeczy w ktorych przyswojeniu pomaga vatsim i symulator, ale akurat ladowanie nie jest jedna z nich
X52
Wiesz to taka ciekawostka jedna z wielu z lat gdy lotnictwo w Polsce (nawet w LOT) było jeszcze nie aż tak sformalizowane, a lot odbywał się z załogą pamiętającą jeszcze bardziej luzackie latanie. W tamtych latach, 70-tych w tym przypadku, pasażerowie dość tłumnie odwiedzali kabinę pilotów i zdażyła się wśród nich nadobna niewiasta która to kokieteryjnie zaczęła głosić jakie to trudne zajęcie Panowie piloci wykonują, by udowodnić że nie jest aż tak źle, kapitan gdzieś na wysokości Poznania posadził ją na swoim miejscu, ponieważ dobrze jest szło pozostała za sterami aż do przyziemienia w W-wie, drugi pilot obsługiwał tylko korespondecję, klapy, trym i podwozie a kapitan słownie naprowadzał na pas.tidit pisze:Podaj coś więcej na ten temat.
Sam zresztą w wieku 8-lat pierwszy raz prowadziłem samolot (IŁ-14) pomiędzy Okęciem a Goleniowem, to dopiero była sensacja dla pasażerów, kapitan był ten sam.
X52
No tak, na fejsbukutidit pisze:Chodziło mi o jakies źródło.
P.S.
Zazdroszczę Ci tego Discovery, chociaż na Discovery (Chanel) o tym nie było
X52



