Pamiętajcie....
: ndz 08 sie, 2004 05:02
Pamiętajcie Przyjaciele.....i nie komentujecie.
14.03.1980 r. Katastrofa samolotu IŁ-62 "Mikołaj Kopernik"
14.3. Warszawa. PAP. 14 bm. w godzinach południowych samolot Polskich Linii Lotniczych "IŁ-62", lecący z Montrealu do Warszawy uległ katastrofie przy podchodzeniu do lądowania.
Z niewyjaśnionych jeszcze przyczyn, samolot ten spadł z wysokości 100 m i rozbił się doszczętnie. Na pokładzie znajdowało się 87 osób, w tym 77 pasażerów. Według wstępnego rozeznania żadna z tych osób nie żyje. (PAP)
Tragiczna katastrofa AN-24 pod Zawoją w 1969 roku nie powstrzymała rozwoju polskiego lotnictwa pasażerskiego. Nadchodzą lata siedemdziesiąte, władzę przejmuje ekipa Gierka. Polska częściowo otwiera się na świat. Coraz częściej chcą odwiedzać starą ojczyznę członkowie największej diaspory Polaków na świecie - Polonii amerykańskiej. Polonusi po drugiej stronie Atlantyku chcą także gościć swoich krewnych u siebie. W tej sytuacji władze polityczne decydują, że Polskie Linie Lotnicze LOT wstąpią do ekskluzywnego klubu przewoźników transatlantyckich.
W 1972 r. LOT kupuje pierwszą maszynę przystosowaną do pokonania tak dalekiej trasy. Oczywiście wybiera ofertę najtańszą i najsłuszniejszą - jest nim samolot IŁ-62, skonstruowany w ZSRR przez zespół sędziwego Siergieja W. Iljuszina.
IŁ-62, choć firmowany nazwiskiem słynnego konstruktora, naprawdę w znacznym stopniu jest odwzorowaniem brytyjskiego samolotu transportowego Vickers VC-10. Prototyp IŁ-62 Rosjanie zbudowali w 1963 r., a po kolejnych czterech latach uruchomili seryjną produkcję. Pierwszemu zakupionemu przez Polskę egzemplarzowi nadano imię wielkiego Polaka - Mikołaja Kopernika. Nazwiska wielkich Polaków będzie też nosiło kolejnych sześć IŁ-62 w służbie LOT-u. Na owe czasy była to konstrukcja wcale nowoczesna. W siedmiu ogromnych zbiornikach mieściło się blisko sto tysięcy litrów paliwa, co pozwalało samolotowi na pokonanie bez lądowania około dziewięciu tysięcy kilometrów. Maszynę napędzały cztery turboodrzutowe silniki, znajdujące się w tylnej części samolotu - po dwa z każdej strony kadłuba. Maszyna prowadziła się dobrze, piloci generalnie na nią nie narzekali.
Ale IŁ-62 miał też swoje mankamenty. Jego wyposażenie radionawigacyjne już na początku lat siedemdziesiątych ustępowało zachodnim standardom. LOT uporał się z tym problemem - ku niezadowoleniu Rosjan - kupując dla "Kopernika" urządzenia radionawigacyjne produkcji amerykańskiej. Niestety - jak się później miało okazać - nie można było w taki sam sposób naprawić wad konstrukcyjnych mechanizmu sterowania. W samolocie IŁ-62 mechanizm sterowania sterem wysokości składał się z dwóch prętów ciągnących lub pchających stery, umieszczone na zewnątrz maszyny. Pręty te biegły pod podłogą kabiny, obok silników. Gdy zatem dochodziło do uszkodzenia silnika (rozsypanie się lub pożar), mechanizm sterowania łatwo mógł też ulec zniszczeniu. A awaria steru wysokości uniemożliwia pilotowi panowanie nad maszyną... Na domiar złego w samolotach tego typu nie było tzw. zdublowanego systemu sterowania, który pozwalał na kierowanie maszyną jakiś czas po awarii steru. Takiego zabezpieczenia już wtedy wymagały przepisy międzynarodowe, lecz radzieccy konstruktorzy uznali je widać za fanaberie.
*
Popołudnie 13 marca 1980 roku. Na lotnisku Kennedy'ego w Nowym Jorku ląduje IŁ-62. Rejs z Warszawy, numer rejestracyjny samolotu: SP-LAA. Na kabinie rysunek mężczyzny z bujną czupryną. Niżej napis: "Mikołaj Kopernik". Maszynę przyprowadził kapitan Tomasz Smolicz. Po wylądowaniu przekazuje samolot obsłudze naziemnej lotniska. "Kopernik" przejdzie teraz krótki, rutynowy przegląd techniczny, zatankuje paliwo, by po kilku godzinach być gotów do powrotnego lotu, ale już z inną załogą.