Galimex pisze:Zgadzam się z kolegą.
Z drugiej strony ludzie którzy wypowiadają się źle na temat naszych C130 nie mają żadnego pojęcia o lotnictwie a na pewno o eksploatacji tego typu maszyn.
Owe 30 letnie C130 przeszły parę miesięcy temu generalny remont(wydłużenie resuru, wymiana podzespołów bazowych) w tych samych zakładach w których remontuje się Airforce One.
Jedynym minusem naszych C130 jest kolejna chęć oszczędności ze strony MON polegająca na braku chęci dopłaty zaledwie 1mln $ na poczet wymiany całej instalacji elektrycznej co za parę lat zaowocuje stratami wartymi 4 razy tyle i mniejszą dyspozycyjnością naszych Herkulesów.
Reasumując C130 to świetna maszyna.
Sorki kolego, ale nie powinieneś się tak autorytatywnie wypowiadać na ten temat.
Widzę , że nie do końca masz wiedzę w temacie konstrukcji samolotów oraz tzw. zmęczenia materiału.
Ponieważ z pierwszego zawodu jestem mechanikiem silników lotniczych i płatowca, troche
na ten temat wiem i napiszę tak.
Podarowanie tych maszyn nie jest złe, jeśli by to było podarowanie a nie kontrakt finansowy. Takie przekazanie tych właśnie maszyn i w dodatku z taką pompą jest dla mnie zwyczajną kpiną ze strony USA. Co więcej jest to dla mnie uwłaczanie godności i całkowity brak szacunku.
Poza polityką i naszym zaangażowaniem wojskowym w różnych konfliktach wywoływanych przez amerykanów oraz totalnym brakiem z naszej strony umiejętności wyciągania korzyści z tego faktu, jest ten nieszczęsny samolot transportowy C - 130 E jak dobrze wyczytałem.
Maszyny nie są stare, są bardzo stare i porządnie wyeksploatowane.
W tym przypadku trzeba przede wszystkim pamiętać o płatowcu. Silniki można wymieniać, stan elektroniki nawet laikowi daje do myślenia ale płatowiec? Sory, żadna wymiana legarów, dźwigarów czy też innych elementów nośnych tu nic nie pomoże. To tylko kosmetyka i też świadczy o tym w jakim stanie były samoloty przed naprawą.
Jest konstrukcja, połączenia blach ( nity , wsporniki, użebrowanie) elementy sterowania ( nity, sworznie, cięgna ) to wszystko się zużywa i już w procesie konstrukcyjnym określana jest żywotność płatowca. Weź jeszcze pod uwagę, że to maszyny transportowe do wielorakich zadań czyli, przeciążane były nagminnie, lądowały w Bóg wie jakich warunkach i miejscach a i przelatały wszystkie możliwe warunki pogodowe. Wszystko do rujnuje konstrukcję płatowca. Jestem pewien, że ich stan techniczny jest fatalny. Jeśli takie " latające złomowisko" ma być trzonem transportowym naszej nowej armii to ja przepraszam ale komuś odbiło.
Samoloty te powinny już dawno być wycofane z użytku. Jednak nie dziwi mnie fakt, że nasza kadra oficerska przyjęła to coś i jeszcze za to zapłaciła. Mentalność decydentów długo się jeszcze nie zmieni a efekty polityczne muszą być.
Tylko dlaczego kosztem szacunku i honoru. a może jakiś John zauważył, że przekazując te maszyny wygra rozgrywkę polityczną, odda złom z honorami i jeszcze dobrze zarobi na tym interesie. A może na pustyni brakowało miejsca na inne maszyny wycofywane z armii.
Przepraszam , że tak do polityki powracam ale krew mnie zalewa jak jestem świadkiem takiej podłości. Leprze maszyny do Wietnamu na stracenie latały.
I pomijam tu sprawy kosztów eksploatacji, bo to temat na książkę a nie forum.
Jak by za moich czasów taki wrak trafił do PZL-u lub na Okęcie to by z miejsca wycofano mu rejestrację i przekazano na tzw. żyletki. Żaden szanujący się inżynier nie podjął by nawet rozmów na temat reanimacji dziadka.
Szkoda mi tylko Pilotów, którzy będą musieli nimi latać.
Oby nikomu krzywda się nie stała.