Witam.
Dzisiaj doleciałem do Jakucka. Przemek (XLI008) poleciał wcześniej. Reszta nas dogoni.
W Magadanie przywitał mnie 43 stopniowy mróz!!! Pogoda piękna. Po sprawdzeniu pogody dla Jakucka wyszło, że chmury utrzymują się na 500 stopach z RVR dla pasa 23L - 1200m. Postanowiłem polecieć. Jako lotnisko zapasowe wybrałem UELL (Chulman) oddalone 344nm od UEEE. Start z Magadanu z pasa 10 odbył się bez problemów z SIDem BANOT1. Lot przebiegał spokojnie. Na przelotowej było cieplej niż na lotnisku. Pogoda się na szczęście nie pogorszyła i do lądowania zgodnie z METARem wybrałem STAR: ITVIN4A na pas 23L, który wyposażony był w ILS. W Jakucku było troszkę cieplej, bo 41 stopni mrozu, ale mgła się utrzymywała:

Podczas startu jak i lądowania oraz kołowania zauważyłem ciekawe zjawisko. Za silnikami powstałą smuga kondensacyjna. Nie wiem czy takie zjawisko występuje na ziemi w realu przy takim mrozie, ale FS9 to symuluje. Oto zdjęcie:

A teraz trochę opowieści o celu naszej podróży.
Jakuck leży w północno-wschodniej Syberii, nad rzeką Leną, położone jest na jej zachodnim brzegu. Podobnie jak w reszcie Jakucji, nie istnieje tu jeszcze żadna przeprawa mostowa przez Lenę; w zimie przejazd umożliwia zamarznięcie rzeki; latem, w sprzyjających warunkach (przy braku zatorów lodowych lub stanu powodziowego) działa prom.
W mieście zamieszkuje około 200tys. mieszkańców. Miasto jest położone na wiecznej zmarzlinie (wszystkie budynki muszą być posadowione na palach), w niedużej - jak na warunki syberyjskie - odległości (900 km) od bieguna zimna półkuli północnej (Wierchojańsk, -70°C). Klimat ma wybitnie kontynentalny: bardzo długa i mroźna zima (mrozy przekraczające -60°C), krótkie, acz upalne lato (upały do +40°C). Ludność stanowią głównie Rosjanie oraz Jakuci. Przemysł wydobywczy (diamenty, złoto), spożywczy, garbarski, metalowy. Jakby tego było mało, obok płynie Lena, dziesiąta rzeka świata - Jakuck leży w połowie jej liczącego 4400 km biegu. Lena jest spławna od maja do października, potem skuwa ją lód. A kiedy późną wiosną lody ruszają, poziom wody potrafi się podnieść nawet o 19 m. Taka fala zalała kilka lat temu miasto Lesk, powodzianie do dziś koczują w barakach. Jakuckowi się upiekło - pod wodą znalazły się jedynie przedmieścia. Ale mostu przez Lenę nie przerzucisz, bo rzeka ma od kilku do kilkunastu kilometrów szerokości. Najbliższy, kolejowy, jest niemal 2 tys. km w górę rzeki. Kolej zresztą dalej nie dochodzi (zmarzlina). Drogi nawet są, ale przez Lenę samochody przeprawiają się promami. Przystani za to raczej nie ma i maszyny zjeżdżają prosto na rozorany kołami brzeg. Sadząc po stanie jakuckich ulic, może to zresztą i lepiej. Za to zimą wygodniej, wprost przez skutą lodem rzekę. No więc po co tam miasto? Ano dlatego, że Jakucja, w której zmieściłoby się - jak wszyscy powtarzają - trzynaście Francji z okładem, ma w sobie całą tablicę Mendelejewa. Węgiel w obu postaciach: antracytu (wokół kopalni w Niuryngri stanęło kilkanaście lat temu 50-tysięczne miasto) i diamentów (ich sprzedaż pokrywa 70 proc. budżetu Jakucji), srebro i złoto, ropa, rzadkie metale... Jakuci powiadają, że gdy Bóg, tworząc świat, przelatywał nad Jakucją, zmarzły mu dłonie i wypuścił z nich wszystko, co miał.
Oto kilka fotek…
Nowa zabudowa na tle starych drewnianych domów:

Mieszkanki – młode Jakutki:

A tutaj ciekawostka, po wiosennych roztopach tak tutaj wyglądają drogi – autostrada krajowa Jakuck – Moskwa (nie narzekajmy na nasze

):
Żebyście poczuli klimat przytoczę tutaj „ciepłą” opowieść Michała Książka, który odwiedził Syberię:
„Dima, odśnieżający ulicę pracownik służb komunalnych Jakucka, mówi, że zima w tym roku się spóźnia. Przecież jest koniec listopada i niewiele poniżej minus 20 stopni. - Rok temu było już za trzydziestkę! – wspomina. Przemarznięty na kość wsiadam do zatłoczonego autobusu. I tu glos z radia przekonuje, że w tym roku początki zimy są wyjątkowo łagodne. — Czy tylko mnie jest zimno? — zastanawiam się, przepychając przez przepełniony autobus przypominający szafę z futrami. Ścisk jest tak duży, że kiedy kierowca. szafy nagle gwałtownie hamuje, nikt się nie przewraca, bo nie ma gdzie. Szafior otwiera drzwi i wyrzuca rękaw kożucha, który ktoś zostawił, nazbyt pospiesznie wysiadając. Właściciel rękawa właśnie dogania autobus, zakłada urwany rękaw i rzuca soczystą wiązankę przekleństw w stronę autobusu ku ogólnej radości pasażerów. Widząc moje zdziwienie, stojący obok człowiek komentuje: Russkij jazyk bież mata (przekleństw) kak sos bież tomata...
Autobusy w Jakucku nieprzypadkowo są tak małe. Przybysz z Europy mógłby pomyśleć, że to ze względu na niewielki wzrost mieszkańców Syberii, tymczasem jednak chodzi o ogrzewanie. Mały autobus łatwiej ogrzać, łatwiej zatrzymać w nim ciepło, gdy na zewnątrz 50 stopni mrozu. Cóż, trzeba się schylić... i pogodzić z losem sardynki.
Zimno determinuje życie mieszkańców Jakucji. Wszak przez siedem miesięcy w roku temperatura nie przekracza 0 st. C. Najtrudniej jest w styczniu, kiedy słupek rtęci, a raczej alkoholu, opada niemal do -50 st. C. Pozostałe pięć miesięcy musi wystarczyć ludziom i przyrodzie na lato, jesień i wiosnę. Przy czym tylko w trzech z owych pięciu miesięcy średnia temperatura osiągnie ponad 10 st. C. Dima, który zimę spędza na ulicach lodowej stolicy, walcząc ze zwałami śniegu, twierdzi, że w mieście najzimniej było w 1969 roku, kiedy to termometr pokazał -57 st. C. Te trudne warunki wynikają z położenia Jakucka — miasto znajduje się w dolnym biegu rzeki Leny, w głębi kontynentu, na północnowschodnich krańcach Rosji. Leży w pobliżu Arktyki, pod wpływem kontynentalnego klimatu, który wyróżnia się dużymi różnicami temperatur. Zimą w niektórych rejonach Jakucji temperatura spada poniżej minus 60 stopni, a latem osiąga nawet 30 na plusie, roczna amplituda wynosi więc prawie 100 st. C! Wraz z pierwszymi mrozami w jakuckich urzędach, pocztach i sklepach robi się jakby tłoczniej. Ludzie chronią się przed mrozem, a do tego są więksi, bo każdy opatulony w starą szubę, kożuch i baranicę. Dwie tak ubrane osoby nie usiądą obok siebie w autobusie, nie miną w wejściu do sklepu. Choć gruba wielowarstwowa odzież krępuje ruchy, na cebulkę ubiera się też Dima. — Jednak najcieplejsza cebulka to ta na zakąskę — uśmiecha się szelmowsko, uderzając po wypchanej podejrzanie kieszeni.
Na zaśnieżonych i oblodzonych ulicach Jakucka można spotkać, oprócz wszechobecnych futer i kożuchów, kurtki puchowe, zazwyczaj w jaskrawych kolorach. To cudzoziemcy tak się ubierają — wyjaśnia Walery, sprzedawca futer, u którego kupuję szubę (według niego cudzoziemców można poznać również po tym, że plują na ulicach, sprawdzając, czy ślina rzeczywiście zamarznie, zanim spadnie). Jednak według Walerego nic nie może się równać z futrem z sobola, wilka polarnego, a nawet norki czy barana. Mieszkańcy lodowej republiki noszą tylko to co naturalne. Wiedzą, że tylko taka odzież daje szansę wytrzymania półgodzinnego czekania na autobus. A przecież nikt w mieście nie zna ich rozkładu jazdy.
Znają go jedynie Ormianie i Gruzini, którzy zdominowali w Jakucku transport miejski. Przyjeżdżają z dalekiego Kaukazu do Jakucji za chlebem i pracują zazwyczaj jako kierowcy. Mówi się wręcz o mafii autobusowej. Nie należy się dziwić, jeżeli w autobusie rozbrzmiewają gruzińskie przeboje. Na nic zdają się tu prośby pasażerów, by oszczędzić ich uszy.
W republice znanej głównie z wydobycia złota i diamentów starcza też miejsca dla Uzbeków i Tadżyków, którzy zdominowali jakuckie place budów. Kirgizi garmażerię, a Chińczycy, tradycyjnie, handel odzieżą. Strefy wpływów są wyraźnie podzielone. Rosjanie od zawsze pracują w przemyśle i transporcie, a Jakutom zostaje administracja, samorządy i uczelnie. Choć w większości mieszkają na wsiach, gdzie hodują konie, krowy i polują. Cały były ZSRR myśli, że u nas diamenty leżą na ulicy kpią sobie z krążących o nich stereotypów. Po rozpadzie ZSRR północna, zawsze sowicie subsydiowana republika straciła dużo. Zmniejszono zarobki za pracę w trudnych warunkach, ograniczono pomoc socjalną, bezpłatne przejazdy. Nic dziwnego, że mieszkańcy Jakucji tęsknią za Związkiem Radzieckim. Widać to, gdy w największe święta i radzieckie rocznice pod przybranym flagami i kwiatami pomnikiem Lenina w centralnym punkcie miasta stawiają się tłumy. Tylko studenci żartują sobie z wodza rewolucji: Wołodia to jedyny facet w mieście, który chodzi zimą bez czapki i untów. Słowo „unty" pojawia się na ustach wszystkich, gdy pierwszy śnieg zamienia się pod stopami przechodniów w ubity lód. Unty, czyli zimowe buty dawnych mieszkańców Jakucji, szyto zazwyczaj ze skór reniferów. Skóra renifera, ale i konia lub górskiej owcy czubuku uchodzi za najcieplejszy materiał. Jakuci, Rosjanie i Ewenkowie szyją z nich czapki, kożuchy i unty. W miastach ponad inne przedkłada się jednak futro sobola, którego skórka może kosztować nawet 100 dol. Jest gwarancją ciepła i szczytem elegancji. Nadaje się zarówno na czapkę, jak i na szubę. Podobnie norka czy baran, którego pomysłowi Rosjanie i Jakuci farbują na przeróżne kolory, nie zapominając nawet o komicznym nieco fiolecie czy lilaróż. — Bo to są kolory zorzy polarnej —wyjaśnia niezorientowanemu cudzoziemcowi Dima.
O właściwościach reniferowych skór, których nie można zastąpić żadnym sztucznym włóknem, wiedzą dobrze jakuccy myśliwi i pasterze reniferów. W górach cieplejszy od skóry rena jest tylko ogień tłumaczy poznany na wyścigach zaprzęgów reniferowych pasterz z Gór Wierchojańskich. W tajdze, kilkakrotnie większej od Polski, w tundrze czy w górach zimą można przetrwać dzięki wyjątkowym właściwościom termicznym skór renów. Nawet podeszwy myśliwskich untów szyte są z fragmentów skór pochodzących spomiędzy racic rena, gdzie skóra jest gruba, a włosie szczególnie sztywne, co zapobiega ślizganiu.
W drugiej połowie XIX w. pewien kupiec uparł się, że wykopie pierwszą w stolicy studnię głębinową. Zrozumiał bezcelowość swojego pomysłu, kiedy szyb miał głębokość prawie 200 metrów, a ziemia ciągle była zamarznięta! Wieczna zmarzlina, podziemny lód, jest powodem, dla którego domy w Jakucku budowane są na betonowych słupach. Chodzi o to, by ciepło z budynku nie powodowało rozmarzania gleby, bo wtedy budynek zapadłby się. Często dzieje się tak ze starymi drewnianymi domami na Syberii. Szczególnie latem, kiedy wierzchnia warstwa gleby zamienia się w błoto. W Jakucku nie brakuje drewnianych domów. Do niedawna to one dominowały w krajobrazie miasta. Ale, jak informuje folder oferowany turystom i przyjezdnym, Jakuck to „miasto współczesne". Jego wizytówką jest główna arteria — prospekt Lenina. Pomnik wodza rewolucji, dwa kina, połyskujący szkłem i metalem hotel Polarna Gwiazda i nie mniej śmiały w swej konstrukcji budynek Jakuckiego Teatru Narodowego wraz z bryłą Cyrku Państwowego, Pałacem Sportu oraz Stadionem Tujmaada stanowić mają przepustkę do grona współczesnych miast Federacji Rosyjskiej.
Poza centrum miasto składa się jednak z tradycyjnych klockowatych bloków. Jedną z zabaw wyrostków, którzy i w największe mrozy okupują podwórka, jest palenie ognisk — ze starej opony, śmieci, z na wpół rozebranej komórki czy wychodka. Nikt nie dzwoni po straż pożarną. Wręcz przeciwnie, raczej podejdzie się ogrzać, wypalić papierosa. Zresztą Dima, niewątpliwy autorytet w tej dziedzinie, twierdzi, że straż nie zdążyłaby dojechać. Woda zamarzłaby im w cysternie. Gazety, radio i Dima przestrzegają przed złodziejami futrzanych czapek. Potrafią oni ściągnąć upatrzone sobole, piżmaki lub wilcze łapy prosto z głowy właściciela. Nic dziwnego, że mijający się wieczorem przechodnie przyglądają się sobie podejrzliwie, mocniej zawiązują uszanki pod brodą i przyśpieszają kroku.
Szansę schwytania ulicznych cwaniaków są niewielkie. Nie sposób ścigać ich w mgle i smogu, jaki spowija Jakuck, a opis sprawcy odpowiada zazwyczaj wyglądowi połowy mieszkańców miasta: w untach, baranim kożuchu i w lisiej uszance. Na szczęście Europejczycy zazwyczaj dominują wzrostem nad mieszkańcami podbiegunowej republiki. Są więc poza zasięgiem ramion łowców czapek. Ale nie to, oczywiście, miałoby zachęcić tych pierwszych do peregrynacji po mroźnej stolicy i jej włościach. Jakucja zimą, ze swoją baśniową scenerią, to świetne miejsce na włóczęgę. Odcięte od świata wioski i miasteczka z drewnianymi chatami zasypane śniegiem wyglądają niezwykle malowniczo. Polacy są w nich gościnnie witani, jako że dobrze zapisali się we wdzięcznej pamięci Jakutów. Zsyłani byli bowiem na Syberię od XVII wieku. Uczyli koczowników uprawy zbóż i warzyw. Dzielili się z nimi wiedzą medyczną i tłumaczyli, że choroby nie pochodzą od złych duchów, lecz związane są z warunkami życia i higieną. Do dziś też na jakuckiej wsi żywa jest legenda o tym, jak to pewien zesłaniec udoskonalił jakucki piec, wzbogacając go o zapadkę w kominie, dzięki której nie stygł on tak szybko. Niektórzy wracali ze zsyłki, inni zostawali w Jakucji na całe życie. W głuchej tajdze nad Leną czy w zasypanych śniegiem wioskach spotkamy i dziś Kułakowskich, Tworkowskich, Dąbrowskich, Kowalskich. Warto zapukać do ich domów. Zostaniemy miło przyjęci…”
Kolejny lot UEEE - UERP już 23.02.2011r. o godz.: 1900Z.
To by było na tyle, lecę się ugrzać. Do miłego!
Bartek (AZT016)