Bezpieczeństwo w Tanich liniach
Moderator: PZL Belfegor
-
TytusPZL
- Turboprop Captain

- Posty: 242
- Rejestracja: pn 06 kwie, 2009 14:48
- Skąd jesteś: Tarnów, D. T.
Bezpieczeństwo w Tanich liniach
Chciałem się zapytać, jak tanie linie tną koszty, aby być tanie? Czy oszczędzają też na bezpieczeństwie?
- latają na lotniska o niskich opłatach
- nakłaniają pasażerów do odprawy przez Internet
- nie wydają posiłków na pokładzie, a przekąski są drogie
- naciskają na pilotów, żeby nie było opóźnień, żeby nie brali więcej paliwa niż każą przepisy (czasem pilot woli mieć parę funtów paliwa więcej na wszelki wypadek - komfort psychiczny), żeby unikali zamawiania dodatkowych usług lotniskowych (samochód Follow Me)
To już wiem, ale czy oszczędzają jeszcze na czymś? Czy lepiej zapłacić parę stów wiecej w tradycyjnych liniach, bo tanie oszczędzają na przeglądach/bezpieczeństwie (tego nie wiem i się pytam)
- latają na lotniska o niskich opłatach
- nakłaniają pasażerów do odprawy przez Internet
- nie wydają posiłków na pokładzie, a przekąski są drogie
- naciskają na pilotów, żeby nie było opóźnień, żeby nie brali więcej paliwa niż każą przepisy (czasem pilot woli mieć parę funtów paliwa więcej na wszelki wypadek - komfort psychiczny), żeby unikali zamawiania dodatkowych usług lotniskowych (samochód Follow Me)
To już wiem, ale czy oszczędzają jeszcze na czymś? Czy lepiej zapłacić parę stów wiecej w tradycyjnych liniach, bo tanie oszczędzają na przeglądach/bezpieczeństwie (tego nie wiem i się pytam)
-
TytusPZL
- Turboprop Captain

- Posty: 242
- Rejestracja: pn 06 kwie, 2009 14:48
- Skąd jesteś: Tarnów, D. T.
Oglądasz Katastrofy w przestworzach na National Geographic? Tam pokazywali już kilka katastrof, których przyczyną były przekręty w dokumentacji technicznej. Np. mechanik wpisał do książki serwisowej "Trzeba wymienić to i tamto" a jego przełożony naciskany przez Dyrektorów wykreślił ten wpis i podpisał gotowość do lotu. EASA kontroluje papierki, a czy robi naloty bez zapowiedzi, żeby sprawdzić jak się rzeczy mają w rzeczywistości?tidit pisze:Na bezpieczeństwie oszczędzać nie mogą bo obowiązują ich te same przepisy co normalne linie lotnicze. Tu nie ma zmiłuj się. EASA patrzy i czuwa
Największym kontrybutorem niskich cen w liniach LCC jest fakt operowania przez nich jednym typem samolotu, co niesie za sobą:
-elastyczne rotacje, wypadnięcie jednej maszyny z obiegu jest nadrabiane nawet poniżej 2 godzin, w liniach tradycyjnych za prawidłowe uchodzi wznowienie standardowej rotacji w ciągu 16 godzin
-samoloty są nowe i sprawdzone, koszty utrzymania minimalne i również zunifikowane
-wymienne załogi, na wypadek gdyby czynności lotnicze z powodu opóźnień zostały przekroczone przez jedną, druga jest z reguły "na miejscu"
-pracownicy młodzi i nierozpieszczeni, wiedzą że kasę dostają za latanie, a nie dietowanie się w hotelach
-brak opóźnień w trakcie wykonywania operacji wynika też z korzystania z niezatłoczonych portów lotniczych i rygorystycznych czasów zamknięcia gate'ów dla paxów
tzw. "tanie" linie lotnicze są najbezpieczniejszymi na świecie; Ryanair ma w swojej prawie 25cio letniej historii raptem dwa poważne incydenty, nie spowodowane polityką firmy, amerykański Southwest przez 38 lat stracił jedną maszynę, ale również nikogo nie zabijając. Wiedzą, że jeżeli doszłoby do wypadku z udziałem zaniedbania z powodu kosztów, inni nie zostawiliby na nich suchej nitki.
-elastyczne rotacje, wypadnięcie jednej maszyny z obiegu jest nadrabiane nawet poniżej 2 godzin, w liniach tradycyjnych za prawidłowe uchodzi wznowienie standardowej rotacji w ciągu 16 godzin
-samoloty są nowe i sprawdzone, koszty utrzymania minimalne i również zunifikowane
-wymienne załogi, na wypadek gdyby czynności lotnicze z powodu opóźnień zostały przekroczone przez jedną, druga jest z reguły "na miejscu"
-pracownicy młodzi i nierozpieszczeni, wiedzą że kasę dostają za latanie, a nie dietowanie się w hotelach
-brak opóźnień w trakcie wykonywania operacji wynika też z korzystania z niezatłoczonych portów lotniczych i rygorystycznych czasów zamknięcia gate'ów dla paxów
tzw. "tanie" linie lotnicze są najbezpieczniejszymi na świecie; Ryanair ma w swojej prawie 25cio letniej historii raptem dwa poważne incydenty, nie spowodowane polityką firmy, amerykański Southwest przez 38 lat stracił jedną maszynę, ale również nikogo nie zabijając. Wiedzą, że jeżeli doszłoby do wypadku z udziałem zaniedbania z powodu kosztów, inni nie zostawiliby na nich suchej nitki.
Galimex pisze:w moim mniemaniu mam 100% racji.
-
TytusPZL
- Turboprop Captain

- Posty: 242
- Rejestracja: pn 06 kwie, 2009 14:48
- Skąd jesteś: Tarnów, D. T.
A czy to nie czasem samolot Ryanair'a nie "rozsmarował" setki ludzi na pasie lotniska w Madrycie nie tak dawno temu (20,08,2008)? Sorry, poprawka, to był Spanair - należący do SAS. Pilot zgłosił usterkę silnika, ale mechanicy "nie stwierdzili problemów". Czy to nie było klasyczne ukrycie awarii samolotu, o którym mówiłem wyżej?Aaben pisze: tzw. "tanie" linie lotnicze są najbezpieczniejszymi na świecie; Ryanair ma w swojej prawie 25cio letniej historii raptem dwa poważne incydenty, nie spowodowane polityką firmy, amerykański Southwest przez 38 lat stracił jedną maszynę, ale również nikogo nie zabijając. Wiedzą, że jeżeli doszłoby do wypadku z udziałem zaniedbania z powodu kosztów, inni nie zostawiliby na nich suchej nitki.
P.S. Podobno samoloty mogą startować na 1 silniku, zwłaszcza Airbusy (o ile przekroczą odpowiednią prędkość zanim silnik zgaśnie)
Ostatnio zmieniony czw 01 sty, 1970 01:00 przez TytusPZL, łącznie zmieniany 1 raz.
Tanie linie lotnicze tną koszty na wielu rzeczach. Przy obsłudze samolotów jest sporo rzeczy, za które się płaci: autobusy, podstawienie schodów, pushback, odprawa itd. Tak więc jest kilka możliwości. W Poznaniu np. Ryanair jest ustawiany jak najbliżej portu, tak aby jeśli to możliwe pasażerowie mogli sami przejść z samolotu do terminala. Wizzair ma stanowisko z którego sam może kołować. Ponadto tak kolega Aaben napisał,samoloty nowe co znacznie obniża koszty eksploatacji i polityka firm,żeby samolot był na ziemi jak najkrócej co się przekłada na zmniejszenie kosztów postoju.
-
TytusPZL
- Turboprop Captain

- Posty: 242
- Rejestracja: pn 06 kwie, 2009 14:48
- Skąd jesteś: Tarnów, D. T.
Nie mam lęku przed lataniem, ale jednak człowiek się w samolocie denerwuje, ponieważ nie ma na nic wplywu. W samochodzie jak coś się na drodze dzieje, to masz niewielką nadzieję, że zdążysz zareagować, zahamować, czy coś i się uratujesz. Poza tym, jak Ci silnik wysiądzie na środku pustkowia, to żyjesz (w samolocie nie jest to pewne jak silniki nawalą na FL330) Ja podczas mojego "dziewiczego" lotu samolotem rejsowym (A-319, Germanwings) miałem podniesione ciśnienie, bo już zapalał silniki, wszyscy siedzą zapięci, a tu kupa dymu i iskier z lewego silnika. A miesiąc wcześniej była katastrofa w Madrycie. I teraz pytanko: Wsadzą nas do tej samej maszyny, czy nie?? Tamtych z Madrytu wsadzili do tej samej (po przeglądzie, ale co z tego??) i wiemy jak to się skończyło.Aaben pisze:Proponuję Ci zrewidować całkowicie swoje podejście do lotnictwa, bo pełno w nim jakichś mitów i lepiej bądź bardziej ukrytych uprzedzeń. Przyczyna rozbicia się MD Spanair była zupełnie inna.
Przy każdym wielosilniku liczysz V1. Jesli poniżej tej prędkości nawali jeden silnik to przerywasz start. Jeśli powyżej to startujesz bo masz za dużą prędkość (energię) aby się bezpiecznie zatrzymać na pasie. Nie ma znaczenia czy to Airbus, Benek, Embraer czy inna senecaTytusPZL pisze:
P.S. Podobno samoloty mogą startować na 1 silniku, zwłaszcza Airbusy (o ile przekroczą odpowiednią prędkość zanim silnik zgaśnie)
Pozdrawiam AZT011
Jak jedziesz autobusem, to też nie masz wpływu na kierowcę... Jak pilotujesz swój samolot, prowadzisz swoje auto, to co innego.
Jak samolotowi wysiądą silniki, to może szybować i dolecieć do lotniska. Problem jest jedynie nad dużą wodą...
statystycznie bardziej niebezpiecznie jest poruszać się po drodze niż w powietrzu.
A co do uruchamiania, to samolot musi spełnić o wiele większe wymagania techniczne niż np. autobus, więc mało prawdopodobne jest puszczenie wadliwej maszyny w rejs. Szczególnie w przypadku silnika.
Jest wyjątek-ciekawostka. Jest nim BAe-146, który może bez pasażerów wykonać lot na trzech silnikach sprawnych.
Jak samolotowi wysiądą silniki, to może szybować i dolecieć do lotniska. Problem jest jedynie nad dużą wodą...
statystycznie bardziej niebezpiecznie jest poruszać się po drodze niż w powietrzu.
A co do uruchamiania, to samolot musi spełnić o wiele większe wymagania techniczne niż np. autobus, więc mało prawdopodobne jest puszczenie wadliwej maszyny w rejs. Szczególnie w przypadku silnika.
Jest wyjątek-ciekawostka. Jest nim BAe-146, który może bez pasażerów wykonać lot na trzech silnikach sprawnych.
Zapraszam do opcji Szukaj!
Blaszak: MSI MAG B650 TOMAHAWK, Ryzen 7 7800X3D, DDR5 2x32GB, Arctic Liquid Freezer II 2x120, RTX4080S, W11
Blaszak: MSI MAG B650 TOMAHAWK, Ryzen 7 7800X3D, DDR5 2x32GB, Arctic Liquid Freezer II 2x120, RTX4080S, W11
-
PZL Belfegor
- Moderator

- Posty: 2849
- Rejestracja: sob 19 lut, 2005 14:55
- Skąd jesteś: Warszawa
-
PK
TytusPZL - przyłączę się do Aabena - więcej wiedzy, mniej emocji. W windzie też nie masz na nic wpływu. Dziennie windami jedzie wielokrotnie więcej ludzi niż samolotami. I jaki masz statystyczny udział wypadków? Kilka rzedów wielkości mniejszy niż w komunikacji samochodowej. Dowiedz się dlaczego.
Piotr
Piotr
-
TytusPZL
- Turboprop Captain

- Posty: 242
- Rejestracja: pn 06 kwie, 2009 14:48
- Skąd jesteś: Tarnów, D. T.
Był też taki samolot Lockheed Starliner (wersja rozwojowa Constellation). Był tak awaryjny (silniki), że nazywano go "Najlepszym TRZYSILNIKOWYM samolotem transatlantyckim"RzEmYk pisze: Jest wyjątek-ciekawostka. Jest nim BAe-146, który może bez pasażerów wykonać lot na trzech silnikach sprawnych.
Co do bezpieczeństwa w autobusie, to się zgadzam. Dlatego przed lotem mam pietra, ale nie takiego, żeby nie latać. Chyba każdy, kto nie pracuje w lotnictwie trochę się boi.
-
PK
A dlaczego to porównujesz w kategoriach "środków lokomocji? Zajmij się zakresem unormowania systemu kontroli jakości produkcji i utrzymania, prawnej odpowiedzialności wykonujących i nadzoru nad tym wszystkim ze strony cywilizowanych państw. Jak warsztat czy stacja kontroli schrzani swoją robotę, to masz jakieś szanse na wyegzekwowanie ich odpowiedzialności praktycznie tylko, gdy np. z braku hamulców walniesz jeszcze u nich albo zaraz za bramą. W lotnictwie każda awaria systemu podobnie krytycznego jak hamulce, to incydent badany do dna przez wyznaczone struktury, a wśród wniosków moga być kwity do prokuratury. Warszat może Ci wsadzić część ze szrotu i co mu zrobisz. W lotnictwie za instalację części niecertyfikowanej można posiedzieć i to z urzędu, a nie na wniosek właściciela. Itd.Versacz pisze:Ale windę ciężko porównać do samochodu lub samolotu, przecież to chyba nie zalicza się do środków lokomocji (może się mylę), bo według twojego porównania to można by było porównać ruchome schody do samolotu.
Piotr
No i dalej nie rozumiesz. Nie bać się i zgrywać kozaka to może właśnie każdy kto o lotnictwie nie ma pojęcia. A chodzi o to, żeby pomimo tego strachu nie wpędzać się w jakieś kretynizmy typu "samolot po przeglądzie", i robić swoje od początku do końca. Jesteś kapitanem - sprawdź, czy T/O config jest pełny. Jesteś pasażerem - zagadaj koleżankę obok, żeby ten lot był dla niej przyjemny. Obawa jest cechą ludzką, która wspomaga instynkt samozachowawczy, i oby nigdy go nie paraliżowała.TytusPZL pisze:Dlatego przed lotem mam pietra, ale nie takiego, żeby nie latać. Chyba każdy, kto nie pracuje w lotnictwie trochę się boi.
EDIT, i znowu...
To są właśnie dokładnie tego typu badania. Nawet, jeżeli policzysz stosunek lądowań do zaparkowań samochodu na pięć minut, to i tak lotnictwo będzie pierwsze/drugie razem z koleją.TytusPZL pisze:Trzeba to przeliczyć na liczbę wypadków śmiertelnych na milion pasażerokilometrów. Wtedy wyjdzie obiektywny wynik.
Galimex pisze:w moim mniemaniu mam 100% racji.
-
TytusPZL
- Turboprop Captain

- Posty: 242
- Rejestracja: pn 06 kwie, 2009 14:48
- Skąd jesteś: Tarnów, D. T.
Ale ja tego nie wiem, bo nie mogę znaleźć statystyk dla lotnictwa, a tym bardziej dla samochodów. Trzeba znaleźć te statystyki i policzyć współczynnik ile razy samolot jest bezpieczniejszy od samochodu.
Może się za dużo naoglądałem "Katastrof w przestworzach" na National Geographic... Ale jak pomyślę, że kawałek blaszki od zamka luku bagażowego, czy kawałek srebrnej taśmy zostawionej przez mechanika na czujniku ciśnienia, czy śrubka węższa o 0,04mm (słownie: cztery setne) mocująca okno w kabinie, albo znów mikroskopijna ilość chloru w rdzeniu łopaty śmigła decyduje o życiu kilkuset osób, to mnie ciarki przechodzą... Taka pierdółka... i 100 ton żelastwa staje się tak samo doskonałe aerodynamicznie jak cegła...
Na zakończenie apel: Ci, którzy pracują w lotnictwie i zdają sobie sprawę z zagrożeń powinni mieć świadomość, że lepiej zapobiegać wypadkom niż likwidować ich skutki. W związku z tym powinni przykładać się do swojej pracy, wykonywać ją rzetelnie, a szefostwo powinno przedkładać bezpieczeństwo nad zyski firmy.
Może się za dużo naoglądałem "Katastrof w przestworzach" na National Geographic... Ale jak pomyślę, że kawałek blaszki od zamka luku bagażowego, czy kawałek srebrnej taśmy zostawionej przez mechanika na czujniku ciśnienia, czy śrubka węższa o 0,04mm (słownie: cztery setne) mocująca okno w kabinie, albo znów mikroskopijna ilość chloru w rdzeniu łopaty śmigła decyduje o życiu kilkuset osób, to mnie ciarki przechodzą... Taka pierdółka... i 100 ton żelastwa staje się tak samo doskonałe aerodynamicznie jak cegła...
Tak nawiązując, to co napisałeś jest moim zdaniem przyczyną większości wypadków w General Aviation. Jakiś nowobogacki świeżo po egzaminie PPL wsiada do swojej pachnącej lakierem nowiutkiej maszyny i leci w złą pogodę, "bo on już wszystko umie" (tragedia w dolnośląskim) Albo myśli, że skoro w powietrzu nie mogą mu skontrolować trzeźwości, to może sobie latać na podwójnym gazie (To akurat moja osobista spekulacja na temat tego gościa, co wylądował w jeziorze i go nie mogą znaleźć)Aaben pisze:Nie bać się i zgrywać kozaka to może właśnie każdy kto o lotnictwie nie ma pojęcia.
Na zakończenie apel: Ci, którzy pracują w lotnictwie i zdają sobie sprawę z zagrożeń powinni mieć świadomość, że lepiej zapobiegać wypadkom niż likwidować ich skutki. W związku z tym powinni przykładać się do swojej pracy, wykonywać ją rzetelnie, a szefostwo powinno przedkładać bezpieczeństwo nad zyski firmy.
Ostatnio zmieniony czw 17 wrz, 2009 13:45 przez TytusPZL, łącznie zmieniany 1 raz.
Samoloty : 1 na milion.TytusPZL pisze:Ale ja tego nie wiem, bo nie mogę znaleźć statystyk dla lotnictwa, a tym bardziej dla samochodów. Trzeba znaleźć te statystyki i policzyć współczynnik ile razy samolot jest bezpieczniejszy od samochodu.
Zdecydowanie : )TytusPZL pisze:Może się za dużo naoglądałem "Katastrof w przestworzach" na National Geographic...
Znałeś gościa? Wiesz ile miał nalotu i czy myślał, że wszystko umie? Nie? To po co się wypowiadasz ?TytusPZL pisze:Tak nawiązując, to co napisałeś jest moim zdaniem przyczyną większości wypadków w General Aviation. Jakiś nowobogacki świeżo po egzaminie PPL wsiada do swojej pachnącej lakierem nowiutkiej maszyny i leci w złą pogodę, "bo on już wszystko umie" (tragedia w dolnośląskim)
Marcin
-
chrisparypa
A tutaj musze stanac po stronie tych nowobogackich... pamietaj o zasadzie panujacej wsrod pilotow... ma licencje znaczy wszystko umie, tutaj nie ma miejsca na niedouczenie i braki w wiadomosciach !! Bez roznicy czy masz licencje miesiac czy 10 lat, w kazdym z wypadkow wiedza jest taka sama, jestescie tak samo dobrymi pilotami i wiecie wszystko co jest potrzebne zeby latac bezpiecznie. Doswiadczenie natomiast jest inna sprawa, ale nie rozpatrujmy tego w kategoriach "zla pogoda", w zla pogode nawet najbardziej doswiadczony pilot nie poleci....Tak nawiązując, to co napisałeś jest moim zdaniem przyczyną większości wypadków w General Aviation. Jakiś nowobogacki świeżo po egzaminie PPL wsiada do swojej pachnącej lakierem nowiutkiej maszyny i leci w złą pogodę, "bo on już wszystko umie" (tragedia w dolnośląskim) Albo myśli, że skoro w powietrzu nie mogą mu skontrolować trzeźwości, to może sobie latać na podwójnym gazie (To akurat moja osobista spekulacja na temat tego gościa, co wylądował w jeziorze i go nie mogą znaleźć)
Ostatnio zmieniony czw 17 wrz, 2009 16:15 przez chrisparypa, łącznie zmieniany 1 raz.
Ale na ziemi mogą. Przed lotem. Wystarczy, że ktoś poczuje alkohol od "pilota", to jeżeli alkomatu nie ma na lotnisku(nie wiem, może są zawsze kontrolowani przed lotami - nawet, jeśli lecą prywatnie i swoimi samolotami), to policja może przyjechać i zmierzyć ilość alkoholu we krwi.TytusPZL pisze:
w powietrzu nie mogą mu skontrolować trzeźwości
-
PK
Dobrze, że nie myślisz o samochodach i pijanych kierowcach, bo byś z domu nie wyszedł.TytusPZL pisze:Ale jak pomyślę, że kawałek blaszki od zamka luku bagażowego, czy kawałek srebrnej taśmy(...)
No i nie bądź takim panikarzem...
Zapraszam do opcji Szukaj!
Blaszak: MSI MAG B650 TOMAHAWK, Ryzen 7 7800X3D, DDR5 2x32GB, Arctic Liquid Freezer II 2x120, RTX4080S, W11
Blaszak: MSI MAG B650 TOMAHAWK, Ryzen 7 7800X3D, DDR5 2x32GB, Arctic Liquid Freezer II 2x120, RTX4080S, W11
Muszę się nie zgodzić. Poziom wiedzy wśród pilotów jest baaaardzo różny. Zdane egzaminy w ULCu o niczym nie świadczą.chrisparypa pisze: A tutaj musze stanac po stronie tych nowobogackich... pamietaj o zasadzie panujacej wsrod pilotow... ma licencje znaczy wszystko umie, tutaj nie ma miejsca na niedouczenie i braki w wiadomosciach !! Bez roznicy czy masz licencje miesiac czy 10 lat, w kazdym z wypadkow wiedza jest taka sama, jestescie tak samo dobrymi pilotami i wiecie wszystko co jest potrzebne zeby latac bezpiecznie. Doswiadczenie natomiast jest inna sprawa, ale nie rozpatrujmy tego w kategoriach "zla pogoda", w zla pogode nawet najbardziej doswiadczony pilot nie poleci....
Nie. Chodzi o to, że można zdać egzaminy ucząc się tylko pytań na pamięć ( tak jest szybciej, ale poziom wiedzy oczywiście jest żałosny ). Egzamin praktyczny z wiedzą teoretyczną ma niewiele wspólnego; egzaminatorzy rzadko kiedy zadają pytania, a zrobić strefę i trasę można bez praktycznie żadnej wiedzy.Łukasz pisze:Łapówki/ robienie wszystkiego przez egzaminatorów "na odwal się"?
Marcin
Może i w GA jest różnica ale jeśli chodzi o samoloty liniowe to spokojnie można powiedzieć, że są piloci dobrzy, lepsi i najlepsi... poniżej nic już nie ma. Nalot i szkolenia robią swoje.
Jeśli chodzi o mnie to uwielbiam latać i obojętne mi jest, czy to stary 734, czy nowiutki ryanerowski 738. Są pewne minima, poniżej których nie można zejść. Trzeba się cieszyć lotem i uspokoić pasażera obok, który spyta czy to wyginające się skrzydło to normalne zjawisko
Strach natomiast wg mnie wynika z niewiedzy i jakichś złych kojarzeń np: tania-niebezpieczna.
offtopic: Uwielbiam! Siedzieć obok ludzi, którzy lecą pierwszy raz... niepisana poezja
Pozdrawiam i gratuluje dyskusji!
Jeśli chodzi o mnie to uwielbiam latać i obojętne mi jest, czy to stary 734, czy nowiutki ryanerowski 738. Są pewne minima, poniżej których nie można zejść. Trzeba się cieszyć lotem i uspokoić pasażera obok, który spyta czy to wyginające się skrzydło to normalne zjawisko
Strach natomiast wg mnie wynika z niewiedzy i jakichś złych kojarzeń np: tania-niebezpieczna.
offtopic: Uwielbiam! Siedzieć obok ludzi, którzy lecą pierwszy raz... niepisana poezja
Pozdrawiam i gratuluje dyskusji!
Uczenie się egzaminów na pamięć to jest taka fraza, którą posługuje się jakiś tam odsetek pilotów, i dla laika rzeczywiście może to być niedopuszczalne. W praktyce jednak chodzi o to, że niektóre pytania są niezrozumiałe bądź źle przetłumaczone, a załączniki do nich nieczytelne. Pamiętajcie, że trzeba mieć 75% z każdej części, nie ma że któraś część łatwiejsza czy trudniejsza.
Żałosny poziom pilotów faktycznie staje się chwytnym hasłem, dla kogoś kto z kolei nie ma pojęcia o kulturze korporacyjnej i niezmiennym od lat nowy, świeży=nic nie umie.
Żałosny poziom pilotów faktycznie staje się chwytnym hasłem, dla kogoś kto z kolei nie ma pojęcia o kulturze korporacyjnej i niezmiennym od lat nowy, świeży=nic nie umie.
Galimex pisze:w moim mniemaniu mam 100% racji.
Ten laik to w nawiązaniu do mnie był ? : ) Załączniki nieczytelne owszem są, pytania niezrozumiałe - też jest kilka, ale to jest na prawdę po kilka(naście) z przedmiotu, a są osoby, które uczą się wszystkiego na pamięć nie ruszając nawet książek.Aaben pisze:Uczenie się egzaminów na pamięć to jest taka fraza, którą posługuje się jakiś tam odsetek pilotów, i dla laika rzeczywiście może to być niedopuszczalne. W praktyce jednak chodzi o to, że niektóre pytania są niezrozumiałe bądź źle przetłumaczone, a załączniki do nich nieczytelne.
Nie no, bez przesady. Do PPLa baza pytań też jest już praktycznie jawna. ULC opublikował początki pytań, a ludzie zrobili resztę. Przedtem była nieoficjalna baza pytań która też bardzo dobrze spełniała swoją rolę. Poza tym uczący się do PPLa nie ma praktycznie pojęcia o lataniu, a zdając i ucząc się do ATPLa już mniej więcej wiemy o co chodzi i tylko poszerzamy swoją wiedzę. Fakt, że spora część ludzi wkuwa pytania na pamięć, ale myślę, że to tylko i wyłącznie przez brak znajomości angielskiego ( bo nie sadzę, żeby zajmowało to mniej czasu ).tidit pisze:IMHO łatwiej się uczyć do egzaminu z ATPLa niż PPLa. Piloci wkuwają na pamięć bez głębszego zrozumienia pytania z np. Bristola i zdają egzamin.
Marcin
Do każdego, kto mógł z Twoich słów wywnioskować zbyt wiele. Taki temat dziwny się zrobił. Są i tacy, co przez całe studia jadą na ściągach - i są inżynierami, takie życie.
Teoria PPL(A) to jest nic dla kogoś "w ciągłym treningu" sesyjnym, raptem trzy książki i wciągający temat
Teoria PPL(A) to jest nic dla kogoś "w ciągłym treningu" sesyjnym, raptem trzy książki i wciągający temat
Galimex pisze:w moim mniemaniu mam 100% racji.
Nie tyle za dużo się naoglądałeś, ale ważne jakie wnioski z tego wyciągnąłeś.TytusPZL pisze: Może się za dużo naoglądałem "Katastrof w przestworzach" na National Geographic...
Apel dobry tylko na forum chyba zbędny.Taki apel o pokój na świecieNa zakończenie apel: Ci, którzy pracują w lotnictwie....
A skoro koledzy poruszyli także temat wiedzy i egzaminów:
Problem nie jest odnośnie wiedzy posiadanej, ale tego czy ktoś potrafi świadomie z niej skorzystać.Nie tylko do lotnictwa się to odnosi ale każdej dziedziny. Ktoś może być oklepany z definicji itp., ale za żadne skarby nie będzie umiał wiedzy zdobytej na kursie przełożyć na praktykę i analizować danych no to raczej kiepski z niego pilot będzie. Egzamin niczego,moim zdaniem, nie dowiedzie.
-
TytusPZL
- Turboprop Captain

- Posty: 242
- Rejestracja: pn 06 kwie, 2009 14:48
- Skąd jesteś: Tarnów, D. T.
ciemny21 pisze:Znałeś gościa? Wiesz ile miał nalotu i czy myślał, że wszystko umie? Nie? To po co się wypowiadasz ?TytusPZL pisze:Tak nawiązując, to co napisałeś jest moim zdaniem przyczyną większości wypadków w General Aviation. Jakiś nowobogacki świeżo po egzaminie PPL wsiada do swojej pachnącej lakierem nowiutkiej maszyny i leci w złą pogodę, "bo on już wszystko umie" (tragedia w dolnośląskim)
Nie znałem gościa, ale na chłopski rozum: Jak mam mgłę i nie widzę ziemi, czy coś takiego, to proszę kontrolę o zgodę na wzniesienie się tam, gdzie nie ma ryzyka walnięcia w górę.
Edit: i dalej
Każdy może mieć kłopoty w samolocie - nawet najlepszy. Nie należy tylko jak to Polacy często mówią "jakoś to będzie". Nie będzie. Jak zaczynam mieć kłopoty, to proszę o pomoc, nawet jeżeli lecę w przestrzeni klasy G bez kontroli, to przecież mogę się zgłosić i o coś kontrolę poprosić, nieprawdaż?
A co do tego wątku, to zboczył on z kursu. Ja bym go już zakończył. Wiedzcie tylko, że żyjemy w kapitaliźmie, gdzie liczy się tylko zysk. Prezesowi linii lotniczych, jak się samolot rozbije, nic nie zrobią. Jakiegoś tam kierownika czy kogoś wsadzą za kratki, ale nawet jak on powie, że był naciskany przez szefostwo, to nic szefom nie udowodnią. A jak linie upadną, to prezes dostanie TAAAAKĄĄ odprawę i pojedzie sobie na Kanary. Tyle, że to nie wróci życia i zdrowia poszkodowanym.



