Skomputeryzowane SAMO-loty a przyjemność z wirtualnego lotu

Ogólna dyskusja na temat FS2002, FS2004, FSX.

Moderatorzy: PZL Belfegor, RzEmYk

idefiks
Light Planes Captain
Light Planes Captain
Posty: 50
Rejestracja: pn 15 paź, 2007 20:29
Skąd jesteś: Kraków

Skomputeryzowane SAMO-loty a przyjemność z wirtualnego lotu

Post autor: idefiks »

Zanim zanabyłem drogą kupna F1 ATR-72 dość długo latałem na B200. No ale wszyscy tak ciągle zachwalają ATR-ka (także na tym forum), do tego jeszcze doszła chęć sprawdzenia się z czymś większym niż "taksówka" więc w końcu zrobiłem sobie ten prezent. No i jeszcze ten "mityczny" FMC... :)
Wszystko fajnie, lata się miło, w ogóle niezły bajer (poza paroma irytującymi bugami, nawet po zainstalowaniu SP3) tylko że... trochę nudno. A w zasadzie to poza startem i lądowaniem reszta zabawy trochę mija się z celem skoro cała trasa wklepana do FMC i samolot sobie leci sam. Przynajmniej (na szczęscie) autopilot nie ma autothrottle'a - pozostaje więc (na szczęście) manipulowanie mocą gdy trzeba zmienić poziom lotu, lub gdy żeśmy się za bardzo rozpędziliśmy. Nawet w holding wchodzi sobie toto samo i samo z niego wychodzi (o ile zaprogramowaliśmy to w FMC).

"Taksówką" taką jak B200 np. po wirtualnej Polsce lata się świetnie, bo wszystkie drogi i punkty nawigacyjne są opisane radialami do odpowiednich radiolatarni. I od początku do końca lotu trzeba się pilnować, żeby nie zboczyć, żeby w odpowiednim momencie przechwycić kolejny radial czy oczytując DME sprawdzić czy aby w danym punkcie lecimy na wysokości zgodnej z tym, co mądrzy ludzie napisali na mapie STAR-a.

Pewnie, że mogę nie używać FMC i nawigować sobie "ręcznie", tylko to trochę głupawo jest, skoro tym samolotem w realu nikt normalny przecież tak nie lata bo i po co sobie utrudniać życie... W B200 nie ma wyjścia - bo nie ma FMC.

Inna sprawa - B200 jest przewidziany w instrukcji do pilotowania również przez jedną osobę - więc lecąc samodzielnie robię rzeczywiście wszystko niemal "as real as it gets". Benkiem ani arbuzem nikt w pojedynkę nie odważy się latać (chyba że drugi pilot siedzący obok akurat zszedł na zawał) więc takie symulowane latanie w pojedynkę praktycznie ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Co więc właściwie was bawi w symulacji ze zautomatyzowanymi i skomputeryzowanymi samolotami typu ATR czy dzisiejsze benki tudzież inne airbusy?
Rozumiem, że realne, komercyjne lotnictwo wymaga upraszczania i automatyzowania (choćby dla bezpieczeństwa bo komputer najczęściej pracuje dokładniej niż pilot) ale przy symulacji przecież - przynajmniej dla mnie - cały "fun" to w miarę kompletne i świadome sterowanie całym samolotem a nie wyręczanie się symulowanym przez komputer komputerem pokładowym...

Ja w każdym razie wracam do mojej taksówki a ATR będzie chyba rdzewiał w hangarze... :P
Awatar użytkownika
RzEmYk
Moderator
Moderator
Posty: 2749
Rejestracja: pt 18 lut, 2005 01:25
Skąd jesteś: KDA

Post autor: RzEmYk »

Przecież B200 ma jakieś wspomaganie z modem LNAV. Nie mam tego samolotu, więc posiłkuję się tym co widzę na screenach:
Obrazek.

Co do gustów, to podobno się o nich nie dyskutuje.
Część po prostu lubi większe/duże maszyny, część umie tylko wklepać trasę do FMC, a klasyczna nawigacja to problem, część po prostu nie doleci w pewne miejsca, bo jest wymagana nawigacja RNAV.

Osobiście lubię małe samoloty i właśnie nawigację klasyczną, ale nie wyobrażam sobie dłuższego lotu jako VOR to VOR... LNAV, VNAV i FMC to ułatwienie, z którego można i należy korzystać. Jednak jak ktoś zna tylko efemsi, a nie zna klasycznej nawigacji, to du.. a nie pilot ;)

Generalnie w PL powyżej FL095 już panuje RNAV, a nie klasyczna nawigacja...
Zapraszam do opcji Szukaj!
Blaszak: MSI MAG B650 TOMAHAWK, Ryzen 7 7800X3D, DDR5 2x32GB, Arctic Liquid Freezer II 2x120, RTX4080S, W11
Awatar użytkownika
Pershing
Cadet
Cadet
Posty: 37
Rejestracja: ndz 10 wrz, 2006 20:36
Skąd jesteś: Świebodzice

Post autor: Pershing »

Witam

Co nas bawi? Hmm. Powiem w swoim imieniu mnie bawi to iż mogę sobie polatać a dokładniej o tym że. Latanie on-line z kontrolą powietrzną gdzie nie komputer tylko człowiek podaje instrukcje. I człowiek musi te maszynę poprowadzić tak jak kontroler mówi ( latanie on-line to nie latanie na ATC z FS'a) chcesz sobie umilić latanie? Proszę bardzo jeżeli jeszcze nie latałeś on-line to zapraszam i zachęcam, zacznij stosować aktualne notamy jakie panują. Latając on-line przykładowo nie ma tak o że wklejasz sobie plan i leci. Lądujesz i startujesz tylko. Przykładowo wczoraj wieczorem nad EPWR była taka masakryczna pogoda że żaden samolot tam nie mógł wylądować. I już trzeba przeprogramować maszynę. Jak mi się nudzi to trzaskam jakieś VFR albo jakąś "taxówką" jak to sam ładnie nazwałeś robię sobie turne po VOR'ach kompasy radiale i też można się dobrze bawić. Większość ludzi właśnie lata tymi zautomatyzowanymi samolotami ale dla tego iż lata w jakiś liniach lotniczych na wspomagaczach typu fspasseger lub coś podobnego na ustawieniach realności na full to i silnik czasem gdzieś zgaśnie to coś z hydrauliką się stanie to kontroler poda instrukcję inną niż w FMC wprowadziliśmy i w tedy możemy sobie ustawienia FMC które wprowadziliśmy wsadzić w buty, a to jakiś ILS nie tryka na lotnisku docelowym i trzeba podchodzić ręcznie. Kończąc ostatnim zdaniem: Jest trochę tych czynników które mimo wszystko zapewniają nam dobrą zabawę i statysfakcję. Latanie Off-line teraz już to tylko dla początkujących którzy się uczą potem człowiek lata on-line i to jest inna zabawa.

Pozdrawiam
P.
Awatar użytkownika
konraf
Administrator
Administrator
Posty: 2767
Rejestracja: czw 05 lut, 2004 09:41
Skąd jesteś: EPPO

Post autor: konraf »

Tak jak napisał Krzysiek, z FMC też trzeba umieć latać, a nie tylko potrafić wklepać trasę, a jak coś się po drodze zmieni, to kiszka. Poza tym dobrą zasadą przy lotach z FMC jest taka, że jeśli trasa wiedzie przez VOR, nastawiać sobie na NAV te VOR, żeby (powiedzmy w razie awarii FMC) wiedzieć, gdzie sie jest.
Sprawa druga, to nietypowe polecenia. Nie raz bywało tak, że trasa pięknie wklepana w FMC, a ATC daje polecenia albo direct dany punkt z planu, albo np. polecenie osiągnięcia na danym punkcie określonej wysokości/prędkości. To też trzeba umieć wprowadzić do FMC. Więc owszem, FMC upraszcza/ułatwia latanie ale nie zastępuje śledzenia sytuacji.
Wedle Twojego podejścia, nie powinno się też latać z autopilotem, bo co to za latanie, gdzie kręcę pokrętłami, a samolot sam zakręca, zniża, itp.
Po to w samolotach są takie ułatwienia, żeby z nich korzystać, a korzystanie z nich wcale nie umniejsza poziomu i jakości symulacji.
Bartek
Regulamin Forum - Proszę przeczytać przed napisaniem posta
Awatar użytkownika
pawel-d
Turboprop Captain
Turboprop Captain
Posty: 181
Rejestracja: czw 08 lut, 2007 13:24
Skąd jesteś: Gdańsk

Post autor: pawel-d »

To jeszcze dwie rzeczy.
Po pierwsze, przy większych maszynach, a szczególnie dłuższych trasach, trzeba chyba poświęcić więcej czasu na dobre przygotowanie do lotu (nie żeby dla taksówek czy vfr-ów nie było to potrzebne...), bardziej skomplikowane liczenie paliwa, załadunku itd. Chyba im większa maszyna i dłuższa trasa, tym więcej czynników trzeba brać pod uwagę. Dla wielu wirtualnych pilotów samo przygotowanie ma duże znaczenie i stanowi taką samą frajdę jak sam lot.
Po drugie, to warto pamiętać, żeby taką większą maszyną też umieć latać. Nie włączać tylko AP zaraz po starcie i wyłączać już po pełnej stabilizacji na ILS. Spróbuj swoim ATR-kiem ręcznych podejść z widocznością i innych podobnych ćwiczeń. Dobre i sprawne wykonanie Go-around dużym odkurzaczem wymaga sporo praktyki. Szczególnie w warunkach on-line. Dobre poznanie bardziej skomplikowanej maszyny i dążenie do jak najwierniejszego odwzorowywania całości realnego latania - włącznie z planowaniem, lataniem, uczestniczeniem w możliwie dobrze odwzorowanym ruchu kontrolowanym - to chyba cały sens naszej zabawy.

Ale osobiście też nudzą mnie loty dłuższe niż tak powiedzmy te 2h. A ostatnio w ogóle większość czasu poświęcam na latanie vfr off-line i stwierdzam, że zdecydowanie za wcześnie wziąłem się za większe maszyny, bo moje latanie małymi kurduplami pozostawie sporo do życzenia...
Paweł Dragan
Gdańsk
Awatar użytkownika
konraf
Administrator
Administrator
Posty: 2767
Rejestracja: czw 05 lut, 2004 09:41
Skąd jesteś: EPPO

Post autor: konraf »

Generalnie po x czasu latania na FMC warto co jakiś czas polatać sobie nawet nie tyle VFR ale IFR z klasyczna nawigacją. Sam ostatnio tak latam Cessną po Karaibach i frajda jest naprawdę duża.
Bartek
Regulamin Forum - Proszę przeczytać przed napisaniem posta
TytusPZL
Turboprop Captain
Turboprop Captain
Posty: 242
Rejestracja: pn 06 kwie, 2009 14:48
Skąd jesteś: Tarnów, D. T.

Post autor: TytusPZL »

Autopilot jest moim zdaniem najlepszy na trasach transatlantyckich i wtedy, gdy musimy iść siusiu. Ale wystarczy do tego najprostszy - bez FMC, tylko stabilizujący kurs i wysokość. Sam próboweałem Auto na Cessnie defaultowej i po 15 minutach mi się znudziło, a to był przecież najprostszy AP...

W realu piloci też nudzą się latając z FMC, czego przykładem jest ten Arbuz, który przez 90 min nie odpowiadał na wezwania ATC w USA (podobno piloci się zagadali)
PK

Post autor: PK »

Mieszacie precyzję i ergonomię z "przyjemnością vlatania".

Wysokość i kurs można utrzymać łapkami nawet w największych samolotach, pod warunkiem sporego wytrenowania i pelnego skupienia (w virtualu jeszcze przy dobrym kompie i wolancie). Aby utrzymanie precyzji było ergonomiczne wymyślono autopilota.

Nawigować nawet RNAV można spokojnie na podstawie obliczeń trygonometrycznych. Na dowolny punkt RNAV można tak dolecieć i to wyznaczonym radialem, a precyzja będzie wprost proporcjonalna do sprawności arytmetycznej (np. paluszkami po kalkulatorze lub "w pamięci" jak tam trzymamy tablice trygonometryczne)) i wytrenowaniu w szybkim namierzaniu dostępnych pomocy referencyjnych (nad oceanem sekstansem). Aby nawigacja obszarowa była ergonomiczna wymyślono FMC w jego wielu odmianach.

Ba - zniżanie punkt-punkt można precyzyjnie obliczyć i wykonać ręcznie nawet dokonując poprawek na zmianę pogody. Znów precyzja zależy od sprawności obliczeniowej i wytrenowaniu "łapek". Aby było to ergonomiczne wymyślono odpowiednie funkcje w FMC i sprzężono to z autopilotem. Podobnie z obliczeniami paliwa itd.

Jak czytam, że fun to rezygnacja z "komputera" i... latanie po VORach, to się uśmiecham. Bo odbiornik VOR to... komputer analogowy przetwarzający sygnały radiowe na wizualizację kąta odchylenia od zadanej wartości. Piszcie precyzyjnie, że bawi was klasyczna radionawigacja i "ręczna" egzekucja trasy. Podobnie rezygnacja z FMC (np. przymusowa w B200), to jeszcze nie jest "świadome sterowanie całym samolotem", a jedynie rezygnacja z urządzenia wspomagającego pilota w nawigacji obszarowej i wybranych funkcjach planowania. Dopiero rezygnacja z autopilota pozwala "świadomie sterować...". I jak rozumiem, wtedy funem jest utrzymanie precyzji lotu bez ergonomicznych narzędzi.

Piotr
Awatar użytkownika
D. Design
Jet Captain
Jet Captain
Posty: 1297
Rejestracja: pt 29 kwie, 2005 07:42
Skąd jesteś: Warszawa EPGO

Post autor: D. Design »

Piotrze, myślę, że kolegom chwalącym nawigację klasyczną (w wypadku FS i VS) chodziło bardziej np. o świadomość trasy i wkład, potrzebny w jej przygotowanie. Aby dolecieć z FMC(GPS) z punktu A do B wystarczy ściągnąć trasę z RouteFinder i wklepać w FMC. Nie trzeba nawet wiedzieć przez jakie kraje się przelatuje, ba, można nawet na oczy nie widzieć mapek enroute. Przy nawigacji "klasycznej" takie podejście nie byłoby możliwe z uwagi na sposób wyznaczenia optymalnej trasy, co samo w sobie wiąże się z przestudiowaniem mapek i kontrolowaniem ich podczas lotu.

Natomiast dyskusja, co jest lepsze, to jest, tak jak wspomniał Rzemyk, imho rzecz gustu w naszym wypadku.
Obrazek
idefiks
Light Planes Captain
Light Planes Captain
Posty: 50
Rejestracja: pn 15 paź, 2007 20:29
Skąd jesteś: Kraków

Post autor: idefiks »

Ok. Nie powiem, żeby wasza argumentacja dotycząca lotów online do mnie nie trafiała. :)
Zwłaszcza, że faktycznie ciągle latam jedynie offline + RC4 bo w moim rozeznaniu nadal za mało umiem, żeby się logować na vatsim. "Pożyjemy, zobaczymy", jak to mówią...
pawjer
Light Planes Captain
Light Planes Captain
Posty: 118
Rejestracja: wt 20 maja, 2008 10:45
Skąd jesteś: EPLL

Re: Skomputeryzowane SAMO-loty a przyjemność z wirtualnego l

Post autor: pawjer »

To nie jest problem że samolot leci jak po sznurku z pomocą FMC lub autopilota. Chodzi o to aby (według mnie) nie trwało to zbyt długo i aby nie ślęczeć kilka godzin przy ekranie patrząc jak wirtualny samolot przemieszcza się w wirtualnej przestrzeni powietrznej. To jednak nie jest prawdziwe latania więc największy fun wynika z samego pilotażu. Dlatego staram się latać na relatywnie krótkich dystansach tak aby było jak najwięcej kombinowania z kołowaniem, startem, podejściem, lądowaniem, itd.

Oczywiście jak narazie latam samolotami GA i po trochu wsiadam do szybszych taksówek więc przelot pomiędzy polskimi lotniskami to rozsądny czas siedzenia przed kompem.

Tak sobie myślę że jak chcesz sobie POLATAĆ to polecam samolot bez autopilota. Jak ładna pogoda to np. darmowy Buecker-131, jak zimno to darmowa C150 lub płatna C152, a jak chcesz poszaleć to może jakiś szkolny samolot USAF? T-34 Mentor albo Texan II? Czyste i szybkie latanie, choć dla mnie byłoby na dłuższym dystansie męczące.
ODPOWIEDZ