Wszystko fajnie, lata się miło, w ogóle niezły bajer (poza paroma irytującymi bugami, nawet po zainstalowaniu SP3) tylko że... trochę nudno. A w zasadzie to poza startem i lądowaniem reszta zabawy trochę mija się z celem skoro cała trasa wklepana do FMC i samolot sobie leci sam. Przynajmniej (na szczęscie) autopilot nie ma autothrottle'a - pozostaje więc (na szczęście) manipulowanie mocą gdy trzeba zmienić poziom lotu, lub gdy żeśmy się za bardzo rozpędziliśmy. Nawet w holding wchodzi sobie toto samo i samo z niego wychodzi (o ile zaprogramowaliśmy to w FMC).
"Taksówką" taką jak B200 np. po wirtualnej Polsce lata się świetnie, bo wszystkie drogi i punkty nawigacyjne są opisane radialami do odpowiednich radiolatarni. I od początku do końca lotu trzeba się pilnować, żeby nie zboczyć, żeby w odpowiednim momencie przechwycić kolejny radial czy oczytując DME sprawdzić czy aby w danym punkcie lecimy na wysokości zgodnej z tym, co mądrzy ludzie napisali na mapie STAR-a.
Pewnie, że mogę nie używać FMC i nawigować sobie "ręcznie", tylko to trochę głupawo jest, skoro tym samolotem w realu nikt normalny przecież tak nie lata bo i po co sobie utrudniać życie... W B200 nie ma wyjścia - bo nie ma FMC.
Inna sprawa - B200 jest przewidziany w instrukcji do pilotowania również przez jedną osobę - więc lecąc samodzielnie robię rzeczywiście wszystko niemal "as real as it gets". Benkiem ani arbuzem nikt w pojedynkę nie odważy się latać (chyba że drugi pilot siedzący obok akurat zszedł na zawał) więc takie symulowane latanie w pojedynkę praktycznie ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.
Co więc właściwie was bawi w symulacji ze zautomatyzowanymi i skomputeryzowanymi samolotami typu ATR czy dzisiejsze benki tudzież inne airbusy?
Rozumiem, że realne, komercyjne lotnictwo wymaga upraszczania i automatyzowania (choćby dla bezpieczeństwa bo komputer najczęściej pracuje dokładniej niż pilot) ale przy symulacji przecież - przynajmniej dla mnie - cały "fun" to w miarę kompletne i świadome sterowanie całym samolotem a nie wyręczanie się symulowanym przez komputer komputerem pokładowym...
Ja w każdym razie wracam do mojej taksówki a ATR będzie chyba rdzewiał w hangarze...





